niedziela, 29 grudnia 2013

Dzien 24 - czworoglowy znowu widoczny

Jupii :) zaliczyłam siłownię - nie było łatwo. Od kilku dni regularnie oglądam wschody słońca z moim najmłodszym :) - Majkel chyba ząbkuje, bo pcha do buzi wszystko, budzi się często, i znowu miał podwyższoną temperaturę. Późne chodzenie spać, mocno przerywany sen sprawiły, że na siłowni zdychałam od samego początku ;) i tak było miło, ale po powrocie chciałam zaliczyć drzemkę z młodszym, który ostatnio sam sobie śpiewa pod nosem AaaAaa i usypia, ale starsza dostała lampkę nocną od teściowej, którą wkładała mi do nosa ... 



No tak :) mój czworogłowy na nogach kształtuje się coraz wyraźniej - szybko widać efekty po przysiadach (no i na nogach nie mam zbyt dużo tkanki tłuszczowej :) w porównaniu z brzuchem :/

sobota, 28 grudnia 2013

Dzien 23 - I i II wojna swiatowa

Mamy taki cudowny dzień! Pogoda rozpieszcza :) w ogrodzie właśnie zakwitła nam pigwa, w lesie wciąż jest zielono! Zaliczyliśmy już jeden spacer, zaraz idziemy na kolejny :) z małym na klacie to naprawdę pozwala się zmęczyć. Dodatkowo dzisiaj za dużo biegania, więc na siłownię umówiłam się na jutro. Dzisiaj standardowo brzuch + cardio, pamiętając, że powinnam ćwiczyć całe ciało i raz w tygodniu porządnie zrobić każdą jego część :) 

A teraz spróbuję się zastanowić jaki wpływ wywiera telewizja na moją starszą (od 2 miesięcy pięciolatka) dzisiaj rano usiadła ze mną przy stole i z powagą w głosie zapytała:

"Mamo dlaczego po trzecim rozbiorze Polska zniknęła z mapy"



"Mamo a opowiesz mi jakie kraje brały udział w I i II wojnie światowej?" 

Całe szczęście, że ja jestem od ścisłych :) 

piątek, 27 grudnia 2013

Dzien 21 & 22 - koniec swiat, wrocmy do normalnego jedzenia :)

Moja siostra jest całkiem dobrym kompanem podczas robienia ćwiczeń. Wczoraj pomimo późnych godzin (23.30) zrobiłyśmy brzuchy :) a dzisiaj w południe zaliczyłyśmy 40 minutowy spacer po lesie z Majkelem w chuście! 


Będąc z rodziną rzadko siadam na kompa, a telefonu często nie widzę kilka dni :) zapowiada się trochę dłuższy pobyt, dlatego z moją organizacją czasu jest trochę gorzej :) Ale cały czas pamiętam, że nie tylko aeroby i brzuch się liczą, dlatego jutro spróbuję urwać się na siłownię :) do końca dnia na pewno bez żadnych problemów zrobimy dzisiejszą porcję ćwiczeń. Pomału wracam też do normalnego jedzenia. Święta to nie był dobry okres - nie objadałam się, posiłki jadłam regularnie, ale próbowałam złych rzeczy.

First of all - uszka z grzybami. Zjadłam ich kilka i mały po tym mocno cierpiał
Secondly - słodkości (sernik mojej siostry + ciasto z galaretką mnie powaliły)
What is more - moja starsza dostała czekolady kinder i milka :) moje ulubione :D Pomimo tego nie czuje się ciężko, nie czuję się napchana :) właściwie to mam dużo energii :) 

środa, 25 grudnia 2013

Dzien 20 - nie najadlam sie jak swinka ;)

Wczoraj (wigilia) odpuściłam ćwiczenia. Mieliśmy urwanie głowy, pewnie poza naprawą samochodu zapłacę jeszcze mandat, ponieważ ślicznie uśmiechnęłam się do żółtego radaru, przekraczając prędkość o ponad 20 km/h (ograniczenie na długiej prostej było do 50 km/h a droga jak to w wigilię pusta :) Ale na coś trzeba wydawać pieniądze - nie będą to nowe buty, albo spódniczka! 

Dzisiaj brzuch zrobiony, a jutro z samego rana idę w miłym towarzystwie pobiegać :) 

Wesołych! 

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Dzien 18 & 19 - chce nowy samochod!

Wczoraj udało mi się zrobić brzuch i pupę w miłym towarzystwie :) dzisiaj natomiast od dawna planuję wizytę na siłowni w podobnie miłym towarzystwie, w miejscowości gdzie spędzamy święta. Wszystko wskazuje jednak na to, że nie będzie to łatwe. Rozpierdzieliłam chłodnicę w dniu moich urodzin (z zewnątrz wyglądało na to, że jest OK) i zaraz zobaczę jak to wygląda - ale na pierwszy rzut oka, płyn w całości już się wylewa ze zbiornika! Buuuuu

--------------------

Siłownia została uskuteczniona! Co prawda dopiero przed 21, ale siłownia czynna do 23, maluszki umyte, najedzone, przebrane w piżamę zostały z dziadkami. A ja w bardzo miłym towarzystwie poćwiczyłam trochę :) to pierwszy raz kiedy poszło nas sześcioro! :D 

sobota, 21 grudnia 2013

Dzien 17 - czas na nogi :)

Dzisiaj znowu mam szansę wyskoczyć na siłownię. Lecę ćwiczyć nogi + brzuch. Dodatkowo wczoraj dostałam na urodziny wymarzony top do ćwiczeń, więc dzisiaj go wypróbuję :) Miłego wieczoru! (taki brzuch będę mieć!:)
 
 

Nalesniki z serem bez cukru - zalety Stewii

Bedac w ciąży najbardziej brakowało mi naleśników. Nie dość, ze biała mąka, to jeszcze słodzony ser albo powidło, które mocno podnoszą poziom cukru we krwi. Któregoś dnia koleżanka opowiedziała mi o stewii. Jej zalety można wymieniac godzinami:

Idealna dla ludzi z cukrzycą, nadwagą, nadciśnieniem, nietolerancję glukozy itd. itp.
 
O stewii możecie poczytać m.in. tu:

 
Najważniejsze informacje to:
 
Liście stewii są około 40 razy słodsze od cukru, a otrzymywany z nich proszek – około 300 razy słodszy!
Stewia nie zawiera kalorii,
Stewia ma indeks glikemiczny równy 0,
Stewia nie niszczy zębów,
Stewia reguluje ciśnienie krwi,
 
itd., itp.
 
Jak się tak o niej naczytałam, to zaczęłam poważnie zastanawiać się ,dlaczego nie używamy jej zamiast cukru. Można przecież całkiem go wyeliminować.
 
Dzisiaj kolejny raz przekonałam się dlaczego. My mamy stewię w proszku:
 
 
Według producenta 1 łyżka stewii zastępuje 3 łyżeczki cukru (pomyślcie, co w takim razie jest w tym słoiczku, skoro proszek z liści stewii powinien być 300 razy słodszy ...).
 
Dzisiaj w nocy moje maluchy źle się czuły. Młodszy miał temperaturę, starsza kicha. Postanowiłam nigdzie nie wychodzić, więc jedyne śniadanie jakie byłam w stanie wymyśleć to naleśniki. Postanowiłam, że zrobię je zastępując cukier stewią (początkowo zaczęłam robić naleśniki z mąką razową, ale nam nie smakują!). Podobnie robiłam mając cukrzycę ciążową - zmierzony po takim posiłku cukier utrzymywał się w normie pomimo białej mąki.
 
Naleśniki zawsze robię 'na czuja'. Wlewam mleko, trochę wody mineralnej, dodaje jajka, mąkę, trochę soli.
 
Jeżeli chodzi o stewię - niestety dodanie jej w ilości 1:3 nie skutkuje. Muszę dodawać jej około połowę mniej, niż cukru w przepisie. Dodałam ją zatem do sera oraz do polewy czekoladowej zrobionej na życzenie starszej :)
 
Wszystko wydaje się być takie proste ALE stewia ma gorzki posmak. Podobnie jak cukier nadaje słodyczy, ale nie smakuje jak cukier, pozostawia dziwny posmak na języku. W połączeniu z serem, ciastem naleśnikowym i polewą truskawkową (tylko zmiksowane truskawki) jest jednak niewyczuwalna.
 
Musiał być jakiś minus tego 'wybitnego' produktu. Moja starsza pogardziła  czekoladową polewą (stewia była w stosunku 1:1, a ona wciąż domagała się jej posłodzenia i narzekała, że ta polewa czekoladowa nie jest taka dobra jak zrobiłaś ostatnio do ciasta - tam była z cukrem).
 
 
 
 
 

piątek, 20 grudnia 2013

Organizacja cwiczen przy dwojce dzieci

Mając dwójkę dzieci nie zawsze udaje się zrobić wszystko zgodnie z planem. Ale posiadanie takiego planu to klucz do sukcesu. U mnie dzieciaki wpadły w rytm i chodzą jak w zegarku :) Rano wstajemy, jedno się samo ubiera, drugiemu pomagam, później siebie, starsza zabawia młodszego. Zajmuje nam to max 30 minut, od momentu pobudki do wyjścia. Wieczory też są spokojne - ja ogarniam młodszego, starsza obok nas ogarnia się sama, czasem prosi o pomoc, zazwyczaj młodszy nie protestuje, po czym we dwoje leżą sobie w łóżku i rozmawiają :) (czasem też pokrzykują - wtedy wkraczam ja :)
 
Ale jest też parę rzeczy, które ułatwiają mi znalezienie czasu dla siebie:
 
1. Staram się sprzątać kiedy mały NIE śpi. Zabawiam go, od czasu do czasu wezmę na ręce, przełożę z miejsca na miejsce, ułożę na brzuszku, potańczę, zrobię głupie miny i tak udaje mi się go zabawiać sprzątając jednocześnie.
 
2. Unikam robienia kilku rzeczy w trakcie jego snu (szkoda mi na to czasu, który mogę poświęcić na ćwiczenia lub ulubioną książkę):
 
  • myje włosy zawsze w jego obecności - lubi dźwięk wody i odgłos suszarki
  • biorę prysznic zawsze z nim na leżaczku w łazience
  • odkurzam zawsze kiedy się obudzi (jest nauczony, że kiedy śpi, dźwięk odkurzacza mu nie przeszkadza, ale podobnie - obserwuje wtedy intensywnie co się dzieje i szkoda marnować taką okazję :)
  • próbuję pierwsze ćwiczenia wykonać kiedy się obudzi - ma wtedy dobry humor i widok mamy podskakującej w rytm muzyki czasem go bawi (muszę się jednak liczyć z tym, że w połowie zacznie krzyczeć i będę musiała przerwać - ale zawsze to kilka minut więcej ruchu :)
  • codziennie wykonujemy kilka ćwiczeń razem - spróbuję znaleźć czas i o nich opowiedzieć - on ma naprawdę dobrą zabawę, a ja ćwiczę przy okazji


Dodatkowo pomoc starszej przy młodszym jest nieoceniona :) zawsze pomoże, przyniesie, przytrzyma :) Kochany starszak :*
 
 

Dzien 16 - slodyczom od czasu do czasu mowie TAK!

Dzień dobry :) w taki dzień jak dzisiaj myślę sobie, ze cos słodkiego z rana wcale nie zaszkodziłoby. A  wręcz dodało energii! Nie wiem co jest z tą nasza podświadomością, ale kiedy zabraniam sobie słodyczy, nie mogę przestać o nich myśleć, a kiedy nie mam ochoty ich ograniczać, wcale nie chce mi się ich jeść. No w każdym razie właśnie odrobiliśmy nasze dzisiejsze aeroby! Mały kilkukilometrowy spacerek, o 9 rano z dzieckiem w chuście, od mechanika gdzie zostawiliśmy samochód, do domu :) YEAH
 

czwartek, 19 grudnia 2013

Dzien 15 - niby urodziny, ale cwiczyc chce!

21.22 a ja zabieram się do robienia brzucha i cardio! To będzie kolejny prezent urodzinowy! :) W końcu to dla mojego dobra :) Fakt, że dzisiaj był bardzo długi dzień - począwszy od salsy i urodzinowego tortu (którego de facto nie tknęłam!), przez szybką jazdę ulicami Krakowa, chcąc zdążyć na jasełka starszej, poprzez zakończenie na dupie jakiegoś kombiaka (jestem po mechanicznym, a zabawa w zgadywanie samochodów była moją ulubioną z dzieciństwa, ale dzisiaj ze stresu nawet nie potrafię powiedzieć jakiego koloru był kombiak). Zrezygnowałyśmy ze spędzenia resztki urodzinowego dnia w miłym towarzystwie, ale nadrobimy w sobotę. A póki co szybciutki trening z Mel B! Dobranoc :)

After 14 days - zdjecia

Wstawiam zdjęcia po 14 dniach ... tak, wczoraj się pochwaliłam moją nową zabawką, a dzisiaj wklejam zdjęcia strasznej jakości - zrobiłam je z daleka, bez lampy błyskowej :) nie ogarniam jeszcze aparatu! Przepraszam :) Po 4 tygodniach będą lepsze obiecuję! Biję się w piersi ponownie i ze wstydem na twarzy zbieram się na salsę .
 



 

środa, 18 grudnia 2013

Dzien 14 - tort & zdjecia

Tort siedzi w lodówce i czeka. Dopiero dzisiaj przyszła na niego pora - wczoraj biegałam cały dzień, dzisiaj z resztą jest podobnie :) Najważniejsze, że jest! Pachnie ładnie, wygląda nieźle .. trochę płaski, ale w przepisie nie jest dużo wyższy. Nie podjadałam. Jutro się zobaczy i ocenimy.
 
Tort polecony przez Ewę - instruktorkę salsy:
 
 
To tak w związku ze zdrowym odżywianiem :) Z takim nastawieniem na pewno uda się zrzucić brzuch :) Teoria mówi, że można jeść słodycze, najlepiej rano, bo trzeba później dostarczyć organizmowi tyle ruchu, żeby to spalić. Zbadam! Tylko jak tu się tyle ruszać? Przydałoby się pewnie z 10 km po zjedzeniu takiego kawałka :)
 
Dlatego właśnie planuję włączyć drugi dzień salsy. Negocjacje trwają :) Potrzebuje jednego dnia w tygodniu wolnego - zawsze! To nie takie łatwe.
 
Dzisiaj zrobiłam też zdjęcia mojego brzucha, korzystając z mojego prezentu urodzinowego (coś pomiędzy lustrzanką a kompaktem - najważniejsze, że robi ładne zdjęcia, a przy tym zajmuje mało miejsca :) Idealny na wyjazdy z dzieciakami, bo taszczenie dodatkowej torby z aparatem bywa uciążliwe :)
 
Zdjęcia zamieszczę wieczorem, może uda się również sfotografować tort - ale teraz biegania ciąg dalszy :) szybkie sprzątanie mieszkania i po starszą do przedszkola. Od takiego biegania może zrzucę pół łyżeczki masy, którą dziś zjadłam :)


-------------

Mój pierwszy w życiu tort  (BTW: dawałam połowę niej cukru, mniej chałwy a i tak jest bardzo słodki)

 
 

wtorek, 17 grudnia 2013

Dzien 13 - czas na plecy i brzuch

Jutro spróbuje wrzucić zdjęcia po 2 tygodniach - głównie dlatego, że pojutrze są moje urodziny! Zmarnuje zatem wszystko, co do tej pory osiągnęłam :) Toż to motywacja! Zaraz zabieram się do pieczenia tortu - nie będzie on należał do najzdrowszych ... tak naprawdę to mój pierwszy tort w życiu, więc istnieje szansa, że w ogóle go nie będzie.
 
A póki co dzisiaj będą plecy i brzuch. Z bardzo pozytywnym nastawieniem myślę, że uda się je dzisiaj zrobić bardzo dokładnie :) póki co, zajęłam się sprzątaniem mieszkania, herbatką w miłym towarzystwie i zabawianiem Majkela, który jak zwykle pięknie się uśmiecha :) Miłego dnia!

------------------------

Ćwiczenia zrobione :) a tymczasem mój blog właśnie odwiedzono 1000 razy :D w niecałe 3 tygodnie! Yeah :) Moje dzieciaki trochę się wyluzowały za bardzo bo obydwoje jeszcze sobie rozmawiają. Czas zabierać ich do snu.

 

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Dzien 12 - rewia na lodzie z 3 - miesiecznym niemowlakiem

Właśnie wróciliśmy. Dzisiaj jest dzień relaksu. Spróbuje jeszcze przed snem zrobić brzuch :) ale póki co mam małego na rękach i ani myśli iść spać. Starsza już dawno to zrobiła, bo wykończył ją dzisiejszy dzień. Miała dzisiaj dużo wrażeń. Najpierw teatr, a później wymyśliłam sobie kolejna zwariowaną rzecz - wyjście z maluszkami na rewie na lodzie. Pomysł wydawał mi się fajny, aż do momentu wyjścia z domu -
 
Lodowisko?
5 - 6 stopni?
Jak ubrać maluszka żeby nie zmarzł?
Nie wezmę wózka, bo nie będzie gdzie go postawić - to co dalej?
Chusta?
Fotelik?
Na ręce?
Uuuuu a jak zacznie przekrzykiwać spektakl i wszyscy którzy zapłacili za bilety będą na mnie krzywo patrzeć, bo będziemy im przeszkadzać?
 
Rezygnacja była blisko. Ale spięliśmy się i było super!!!
 
W rezultacie, mały pojechał ciepło ubrany w foteliku. Wzięłam chustę na wszelki wypadek, która ostatnio robi za przykrycie - przykryliśmy się nią we trójkę w połowie występu. Tatuś zgrywał twardziela i mówił, że mu ciepło. W plecaku schowane miałam ciepłe mleko dla małego. Karmić piersią za bardzo nie było gdzie. Było trochę miejsc wolnych, więc fotelik wylądował na jednym z krzeseł. Z kubkami gorącej herbaty z cytryną oglądaliśmy wszyscy z zapartym tchem :) Małemu podobały się bardzo migoczące światełka i muzyka. Pierwsza połowa podobała mu się bardziej bo oglądnął całą - na drugiej przysnął.  Wszystko było idealnie :) Jupiii kolejny raz udowodnił, że jest idealnym kompanem w każdej sytuacji!
 
Załączam krótki filmik z rewii na lodzie pt. "Piękna i Bestia" :)
 
 
 
 

Druga ciąża przed 30 - stką

Kilka tygodni temu jedna z koleżanek zamieściła ten filmik. Pod nim pojawiło się mnóstwo postów od dziewczyn, które nie są mamami, że "strach się bać", "będzie masakra", "ciekawe, która pierwsza się przekona". Przypomniałam sobie wtedy jak wiele obaw miałam będąc w ciąży z drugim dzieckiem w wieku 26 lat - czy nie powinnam teraz imprezować? Większość moich znajomych zdecyduje się na pierwsze dziecko grubo po 30 - stce. Chcę się dobrze bawić, a nie siedzieć w pieluchach i przez kilka lat nie wychodzić do ludzi. A do tego będę mieć chłopca AAAAAAAA.
 
Teraz jak sobie tylko o tym pomyślę, to za tą głupotę winię hormony :)
 

1. Chodzę spać później niż przed urodzeniem dzidziusia, bo szkoda mi czasu. Maluchy zasypiają koło 21, więc jest to kilka godzin dla mnie, żebym mogła oglądnąć film, który zaczęłam w ciągu dnia, nadrobić seriale, poczytać itp.
 
2. Nie robię już drzemek w ciągu dnia, jak to robiłam do tej pory (po pracy obowiązkowo) z podobnych powodów jak wyżej :) lubię albo ćwiczyć wtedy i szkoda mi czasu, albo po ćwiczeniach walnąć się do łóżka z laptopem na kolanach
 
3. Nie miałam syndromu mamy siedzącej w domu i nie uważam, żeby zostawienie dzidziusia z tatą było karygodne, wskazywało na bycie wyrodną matką - kilka godzin tygodniowo dodaje dodatkowego kopa i więcej cierpliwości do dzieci. No i powoduje, że tatuś jest bliżej dzieciaczków :) Każdą imprezę da się wcisnąć w godziny pomiędzy karmieniami!
 
4. W domu mam porządek większy niż wcześniej, kiedy zabiegana latałam do pracy - na urlopie macierzyńskim mam dużo czasu na sprzątanie - no i mały lubi odgłos odkurzacza ;)

5. Dresy - tak, są moimi ulubionym spodniami :) lubię kupować nowe sportowe ubrania! Ale wychodząc lubię ubierać garsonki, sukienki i szpilki.
 
6. Dodatkowe kilogramy - tak, ale kogo to interesuje? Dzieciaczki zdrowe, a kilogramy można szybko zrzucić - wystarczy chcieć :)
 
7. Wakacje z dzieciakami? :) Moje maluszki jeżdżą ze mną wszędzie - za wyjątkiem dalekich wyjazdów. Nie ze względu na to, że mogą przeszkadzać, ale ze względów finansowych - ceny biletów dla dzieci na inny kontynent są podobne jak dla dorosłego, a kierunki europejskie mają stałe stawki, często wyższe niż te dla dorosłych w promocyjnych cenach. 
 
BTW: Ostatnio widziałam też opis "Ten kto wymyślił nazwę urlop macierzyński, musiał być mężczyzną". Kiedy ja naprawdę czuje się jak na relaksującym i długim urlopie :)
 
Miłego dnia!

niedziela, 15 grudnia 2013

Dzien 11 - wielki guz!

Dzisiaj rano zaliczyłam kolejny raz siłownię. Jupii - udało mi się zostawić dzieciaczki i pobiegłam jak najszybciej zrobić nogi i brzuch (które według planu miały być jutro).
Problem pojawił się jeden - jest nim moja koordynacja (?). Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale często upuszczam coś i rozwalam - wsadzam też palce do oka, a w trakcie oglądania filmów wbijam łokcie albo walę pięściami po twarzy.
 
Dziś na siłowni zmieniałam ciężary przy przysiadach - zaczęłam od rozgrzewki ze sztangą 10 kilogramową. Zrobiłam 30 szybkich przysiadów i poszłam robić normalne z większym obciążeniem. Najpierw 30 kg, później seria z 35 kg. Żeby zrobić serię z 40 kg obciążeniem zdjęłam wszystkie ciężary i zaczęłam zakładać po 10 kg z każdej strony. Schylam się więc, biorę napinając się całkiem mocno talerz z napisem '10 kg' po czym nagle jedyne co widzę to gwiazdki.
 
 
 
W trakcie zakładania ciężarów na gryf przypierdzieliłam (!) głową w gryf założony na bramie obok. Czekałam aż zacznie się lać krew .. ale zamiast niej pojawił się wielki guz. Dokończyłam przysiady, z wykrokami było trochę gorzej, więc skończyłam na maszynach na wszelki wypadek :)
 
Swoja drogą po wczorajszej dawce słodkiego, nie mogę przestać myśleć o czekoladzie :/
 
Przestaje odrobinę jak patrzę na zdjęcia poniżej - nie wiem co jadła i ćwiczyla i czy czymś się wspomagała, ale i brzuch i nogi godne pozazdroszczenia :)
 
 
 
 
 
 

sobota, 14 grudnia 2013

Dzien 10 - po imprezie

Siłownia zaliczona. Biceps, triceps, barki zrobione. Brzuch również.
 
Dodatkowo zaliczyłam także:
 
- szarlotkę na ciepło z bitą śmietaną
- porcje tortu śmietankowo - karmelowego! Mniam!
- 3 czekoladki Kinder
- 1 maluteńkiego wafelka :)
 
Bije się w piersi i od jutra znowu ograniczę cukry :) ale to był pyszny i fajny dzień.

piątek, 13 grudnia 2013

Dzien 9 - trzynasty piatek

Ostatnie dni należą do udanych. Nocy nie liczę (na podstawie moich snów można by było stworzyć kilka filmów - niestety dramatów). Rano zaliczyłyśmy wizytę u lekarza (wszystko w porzo), a później pierwszy raz w życiu zainicjowałam małe bluzganko :) - nigdy tego nie robię. Przy okazji wpadłam na dobry pomysł. 
 
Zatrudniając osoby do mojej własnej firmy (której nigdy nie będę mieć, bo nigdy takiej nie chciałam mieć) będę przeprowadzać rozmowy kwalifikacyjne w samochodzie. O tak! Jeżeli jakaś Pani, bądź Pan, podjeżdżając pod szlaban z niezapłaconym rachunkiem, będą w stanie sprytnie zjechać na bok, poczekać aż inni przejadą i wycofać, po to, aby uzgodnić wszystko na osobności, zwracając uwagę na stojący za nami sznur samochodu - będzie to oznaczało zwycięstwo! Coś na wzór sprawdzenia, czy radzisz sobie ze stresem i umiesz podejmować decyzje pod presją.

Tymczasem, nie dość, że postaliśmy z 10 minut czekając aż Pani wymyśli to, co wymyślili już wszyscy dawno temu (zjechać na bok), kolejno na to, aby  to zrobić ... nie jest to łatwe mając za sobą z 10 metrów, ponieważ wszyscy wycofaliśmy z 10 minut wcześniej widząc co się szykuje ..., po czym na końcu zamiast poczekać aż wyjedziemy - zaczęła wycofywać (nieudolnie) PROSTO NA NAS! Ach jakże miło było zwrócić jej uwagę :)

Co do ćwiczeń - na razie brak. Zaliczyliśmy za to spacer i godzinny taniec salsy (małego to uspokaja, a ja lubię! - i tak, w rzeczy samej, pewnie wyglądamy jak dwa pajace :) Poprawiliśmy też naszą choinkę dorzucając płatki róż (znalazłyśmy je sprzątając - początkowo chciałyśmy kupić białe piórka) i wygląda teraz o tak:


oraz wyjadłyśmy z lodówki resztę naszej galaretki z owocami :)


 


 
 

------------------------------------


Nie jest łatwo zrobić ćwiczenia z dwójką dzieci w domu :) Jak jedno przestaje płakać, to drugie chce skakać kucykami Pony. Nareszcie się udało! Dzisiaj znowu zmieniłam kolejność robiąc tylko brzuch - jutro idę rano na siłownię i zrobię biceps + triceps + barki :) i może załapie się na zajęcia ze stretchingu! Yeah :)


 

czwartek, 12 grudnia 2013

Dzien 8 - Salsa Day!

Dzisiaj do zrobienia mamy brzuchy - wszystko przed nami :) Póki co musimy zacząć zbierać się na Salsę! Oby Majkel był dzisiaj grzeczniejszy niż ostatnio - wówczas zafundowaliśmy sobie freestyle, bo przekrzykiwał muzykę i chciał koniecznie widzieć wszystko będąc przodem. Niedziwne, kto lubi długo siedzieć w takiej pozycji? Miłego dnia!
 
 
------------------
Dzisiaj miałam bardzo udany dzień :) Brzuchy zrobione bez najmniejszych problemów jeżeli o motywacje chodzi. Jedzeniowo też ok - zero cukrów, białego pieczywa, ziemniaków itp. Salsa udana - mały najpierw spał, a później rozglądał się z zaciekawieniem pożerając moją chustę. Do tego widziałam znajomych, których uwielbiam widzieć!
 
A oto kawałek z zajęć, który uwielbiam, ale nie tak bardzo jak ich :)
 
 
 
 

środa, 11 grudnia 2013

Dzien 7 - pomału nadrabiam

Klatka + plecy zrobione :) i dobrze, bo po wczorajszym noszeniu małego na rękach moje plecy, ramiona i szyja bolą, a właściwie pieką okrutnie. Dzisiaj pierwszy raz udało mi się zrobić całe brzuchy podczas zabawy z małym :) leżał sobie koło mnie i chyba nadrabiał za wczoraj. Oczywiście podejścia były dwa :) tak nam dobrze poszło, że mam ochotę na więcej. 
 
Poprzesuwałam trochę ćwiczenia i dołożyłam brzuchy 6 razy w tygodniu. Wygląda to tak - rozpiszę bez dnia przerwy - nie będę takiego planować - na pewno sam się zrobi. Po 14 dniach coś dołożę jak stwierdzę, że jest mało :) Początek był chaotyczny, ale już chyba pomału się ogarniam.
 
1 dzień: brzuch
2 dzień: nogi + pupa + brzuch
3 dzień: brzuch + cardio
4 dzień: nogi + pupa + brzuch
5 dzień: brzuch + cardio
6 dzień: relaks
7 dzień: klatka + plecy + brzuch (abs)
 
Od jutra:
 
8 dzień: brzuch + cardio
9 dzień: biceps, triceps, barki + brzuch (abs)
10 dzień: brzuch + cardio
11 dzień: nogi + pupa + brzuch (abs)
12 dzień: brzuch + cardio
13 dzień: klatka + plecy + brzuch (abs)
14 dzień: brzuch + cardio

Ps. Póki co nic mi nie odpisali z siłowni. Chyba już nie odpiszą    
:( musze zapytać o to osobiście!
 
------------------------------------------
 
 
 
 
 
 
 
 

wtorek, 10 grudnia 2013

Dzien 6 - ćwiczenia i wpływ na dziecko

Zacznę od tego, że moja córa ma kalendarz adwentowy. Codziennie zjada jedną czekoladkę. Dzisiaj wzięła sobie dwie, bo wczoraj zapomniała, po czym oświadczyła - cytuję:
 
"Muszę teraz zrobić 10 przysiadów i 10 delfinków żeby spalić czekoladkę" ... bladego pojęcia nie mam skąd to wzięła. Nie wiedziałam również, że zna słowo spalić ... 
 
Co do ćwiczeń - jeszcze ich nie zrobiłam. Zrobię i zamelduję się. Promise! Dzisiaj był jeden z troszkę gorszych dni - mały po szczepieniu przez 2 godziny płakał, a ja nosiłam i nosiłam i tuliłam i trochę opadłam z sił. Do tego postanowiłyśmy ugotować klopsiki z mielonego kurczaka z sosem pomidorowym i kaszą, po czym natchnęło nas (mnie i Ninę) na robienie galaretek w pomarańczy z malinami i truskawkami. Ale to żadne tłumaczenie :) godzinka odpoczynku i zabieram się do ćwiczeń!
 
Ps. Dzisiaj był dzień porządków - part 1, czeka mnie jeszcze sprzątanie rzeczy Niny, a to nie należy do najłatwiejszych (kredki, flamastry, rysunki, kolorowanki - wszystko powkładane do 7 szuflad! Planuje to umieścić w max 4 :) To pierwszy raz kiedy wreszcie poukładałam swoje ubrania kolorami :)
 
 
 

 

 
z rzeczami Majka odpuściłam jeżeli chodzi o układanie kolorami, ale i tak otwieranie jego szafy sprawia i przyjemność - zmotywowałam Was do świątecznych porządków? :) Troszkę tak, bo już dostałam jedno zdjęcie z rzeczami poukładanymi w szafie! :D YEAH!
 
 
 
--------------
Dodano 11/12/2013:

Nie zrobiłam wczorajszych ćwiczeń - dzisiaj zrobię ćwiczenia za wczoraj + dzisiejsze brzuszki. Mały wczoraj zasnął na moment, po to aby obudzić się krzycząc jakby go ze skóry obdzierali przez kolejnych kilka godzin. W takich momentach nie wiem co robić poza przytulaniem, śpiewaniem i mierzeniem temperatury :/ najważniejsze, że mamy to za sobą. Następne szczepienie dopiero w połowie stycznia :) Dzisiaj już będzie lepiej!
 
 

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Dzien 5 - zakochana po uszy :)

Melduje wykonanie zadania - brzuchy zrobione, cardio z Mel B również :)
 
Swoją drogą, nie wiem czy wszystkie mamy tak maja, ale zakochałam się po uszy w moich dzieciakach :) Nina co prawda dzisiaj mi oświadczyła, że czeka mnie rozmowa z Panią przedszkolanką, ponieważ dostała już dwa czerwone kółeczka za złe zachowanie, ale nadrabia byciem starszą siostrą :)
 
BTW: złe zachowanie = jest roztrzepaną gadułą (po mamie), więc wcale jej się nie dziwie :)
 
A Majkel jak to Majkel - wystarczy, że się do mnie uśmiechnie i powie coś pod nosem i już jestem owinięta wokół jego paluszka :)
 
Dokończyliśmy ubierać choinkę! :) Poza ozdobami zrobionymi na zdjęciu, dołożyłyśmy ciasteczka z białym lukrem.
 
 

Dzien 4 & rolada szpinakowa z łososiem

Czwarty dzień upłynął rewelacyjnie - nie dość, że wreszcie zrobiłam roladę szpinakową z łososiem, która długo za mną chodziła, to na dodatek trening na siłowni był cudowny, męczący i oby takie zdarzały się częściej :)
 
Przepis na roladę szpinakową z łososiem
 
Potrzebujemy
 
450g mrożonego (rozdrobnionego) szpinaku
4 jajka
2 ząbki czosnku
szczypta soli
szczypta pieprzu
szczypta gałki muszkatołowej
2 serki kremowe np. Almette (śmietankowy lub chrzanowy)
opakowanie wędzonego łososia w plastrach (można więcej - wg uznania)
 
Szpinak rozmrażam na patelni. Dodaję sól, pieprz i czosnek. Do ostudzonego szpinaku dodaję żółtka. Całość dokładnie mieszam. Białka ubijam ze szczyptą soli na sztywną pianę. Ubite białka dodaję do masy i delikatnie mieszam.
Masę wylewam na dużą blachę z piekarnika  wyłożoną papierem do pieczenia.
 
 
Piekę w nagrzanym do 180 stopni piekarniku przez ok. 10-15 minut.
 
 
 
Serek rozcieram i smaruję nim ostudzone ciasto szpinakowe. Na wierzchu układam plastry wędzonego łososia. Całość zawijam w roladę. Owijam w folię spożywczą. Wkładam do lodówki na kilka godzin. Przed podaniem kroję rolady na plastry.
 
 
 

sobota, 7 grudnia 2013

Dzien 3 - zabiegana tylko na minutke

Brzuchy odrobione, z jedzeniem trochę gorzej - posiłki w porządku, na obiad tagiatelle z kurczakiem w sosie śmietanowo - szpinakowym, cukru trochę ;) jeden plus, nie ma już żadnej milki w domu :) drugi, że nie zjadłam jej sama. Zrobiłam zakupy na tydzień, pomroziłam chleb i bułki żeby nie trzeba było wychodzić z domu! Nikt mnie nie zmusi do kupienia czekolady :)
 
Po wczorajszych ćwiczeniach pojawiają się zakwasy na nogach i pupie! Jestem impressed :)
 
Dzisiaj był ciężki dzień, więc zdam relacje jutro.
 
Ps. Zaburzę jutro trochę harmonogram, i przesunę dzień relaksu, gdyż mam okazje wyjść na siłownię i nie omieszkam jej użyć!

piątek, 6 grudnia 2013

Dzien 2 :) Mam genialne pomysly!

Skromnością nigdy nie grzeszyłam :) To podobno jedna z moich największych wad - wraz z tą, że jak sobie coś wymyślę, to robię to od razu - nie analizuje wszystkich za i przeciw.
 
Niedawno przypomniała mi się historia koleżanki, która opowiadała o dziewczynie chcącej szybko wrócić do formy ze względu na swój zawód (była modelką) i przychodziła na siłownię z dzieckiem w foteliku.
 
Dzisiaj napisałam kilka maili do siłowni, czy mają jakąś strefę, w której mogłabym ćwiczyć z maluszkiem obok - mimo wszystko wśród wielkich sprzętów, bieżni itp. nie wyobrażam sobie kłaść maluszka. Mój syn zasypia jak odwożę rano córkę do przedszkola i śpi około godziny - tyle potrzebuję na siłowni :) planuję wtedy brać go ze sobą! Szczególnie liczę na odpowiedź z jednego klubu ... dam Wam znać jak poszło :)
 
A póki co dzień drugi minął cudnie :) przede wszystkim dlatego, że zrobiłam wszystkie ćwiczenia, które sobie założyłam (do nóg musiałam podchodzić dwa razy, dwukrotnie rozgrzewając się wcześniej, bo maluszek miał dziś nerwowe popołudnie). Co do jedzenia, to fakt - zjadłam trochę tej milki z szafki, ale pocieszającym jest to, że została już tylko jedna, a jutro mam gości! Więc pomogą mi ją zjeść.

Dzisiaj poszedł brzuch, pośladki, nogi i już wiem, że wprowadzę małą modyfikację. Nie jest to łatwe będąc z jednym maluszkiem 24h/dobę a z drugim około 17h/dobę :) starsza podskakuje ze mną, ale młodszy potrzebuje przyjemniejszej rozrywki - na szczęście z nim też mogę ćwiczyć i niedługo pokaże Wam jak!

A póki co, małymi kroczkami.
Zrobię przez najbliższe 4 tygodnie ćwiczenia podzielone na partie:

Poniedziałek: plecy + klatka
Wtorek: brzuch
Środa: biceps + triceps +  barki
Czwartek: brzuch
Piątek: nogi + pośladki,
Sobota: brzuch
Niedziela: relaks :)
 
Przed każdymi ćwiczeniami nie zapominam o rozgrzewce, a po każdych ćwiczeniach trening cardio.

Jak po 4 tygodniach nie będzie widać efektów to coś zmienimy :)

Ps. Byłam dzisiaj w pracy i udało mi się załapać na organizowanie prezentu dla małej 4-letniej dziewczynki :) chciałabym mieć tyle kasiory, żeby robić tysiące takich prezentów

Ps 2. Dzisiaj zaczęłyśmy ubierać choinkę :) potrwa to pewnie z kilka dni, bo ozdoby robimy same - uwielbiam Święta!


 

czwartek, 5 grudnia 2013

Pomysl na zdrowa kolacje - kanapki z orkiszowego pieczywa z serkiem smietankowym i lososiem

To był pomysł mojej córki - kupiłyśmy potrzebne produkty i voilà
 
Potrzebujemy:
 
dwie kromki chleba orkiszowego
serek śmietankowy typu almette
plasterek łososia wędzonego
plasterek sera żółtego
ogórka
pomidora
szczypior
cytrynę

 
Moja najwspanialsza robiła na białym pieczywie - popracujemy nad nią ;)





 

Dzien 1 - cztery Michały :/

To dopiero kilka dni bez siłowni a ja już tęsknię. Nie ma co rozpamiętywać - trzeba spróbować na własnym ciele się przekonać czy ćwiczenie w domu może być skuteczne.
 
Dzisiaj był pierwszy dzień - raczej nieudany. Chociaż powinnam zaliczyć do udanych wszystkie te dni, kiedy próbuję. Zastanawiałam się jaki zestaw ćwiczeń wypróbować i postanowiłam spróbować ćwiczeń z Mel B. Zobaczymy za 30 dni czy będą efekty :) znalazłam super playlistę podzielona na etapy:
 
1. 5 minutowa rozgrzewka
2. 10 minutowy trening brzucha
3. 10 minutowy trening pośladków
4. 10 minutowy trening nóg
5. Ćwiczenia rozciągające
 
Dodatkowo na playliscie są ćwiczenia z Tiffany Rothe na talie - na razie ich nie planuje robić, ale może w przyszłości je dołączę.
 
 
Dzisiaj odebrałam córkę z przedszkola i obiecała mi, że poćwiczy ze mną jak ja pobawię się z nią. Złożyłyśmy dywan, rozłożyła kocyk na podłodze i prosiła o to, abym ciągnęła kocyk z jednej strony z nią leżącą na jego drugiej części. I tak biegałam slalomem pomiędzy krzesłami. Dobre na rozgrzewkę. Do niej dołączył mój drugi maluch, który przy włączeniu rozgrzewki z Mel B zaczął głośno protestować achh udało mi się dojść do treningu na pośladki i this is it :(
Poszłyśmy robić kolację, później do mycia jedno, do mycia drugie, bajka i na zegarku zrobiła się 21.20. Mało tego na koniec dnia zjadłam 4 michałki należące do mojej córki, a w lodówce siedzą dwie Milki ... oj czeka mnie dużo pracy!
 
 
 
 
Ps. Ale dzisiaj zrobiłam kilka dobrych rzeczy - poza michałkami było nieźle - zdrowe śniadanie, obiad, kolacja (przepis dołączę niebawem), regularne posiłki i brak cukru :) niedługo zmierzę jego poziom, żeby sprawdzić czy wrócił już do normy po ciąży!
 
 
 

Something good - kurczak zawijany w szynce parmeńskiej z serem feta i warzywami

"Dieta" :) Nie cierpię tego słowa! Zaczęło funkcjonować w moim słowniku dopiero kiedy ukończyłam 26 lat i byłam w drugiej ciąży. Tylko i wyłącznie ze względu na dobro mojego potomka, postanowiłam się jej ściśle trzymać.
 
Teraz nie jestem na diecie - po prostu zdrowo jem i sprawia mi to radość! Ale jeżeli od czasu do czasu pójdę ze znajomymi do kawiarni, to zjadam wielkie lody bez żadnego poczucia winy! Mało tego, zbliżają się moje urodziny oraz Święta :) wtedy też zrobię coś pysznego i nie omieszkam tego spróbować!
 
Podrzucę Wam przepis na cudnego kurczaka zawijanego w szynce parmeńskiej (pierwotna wersja zawinięta była w boczek) z serem feta oraz zapiekanymi warzywami
 
Do tego przepisu używam szynki parmeńskiej ponieważ jest zdrowsza niż boczek wędzony - zawiera więcej białka, mniej tłuszczu, 100 g szynki ma 196 kcal, podczas gdy boczek wędzony ma 477 kcal.
 
Potrzebujemy:
 
1 opakowanie szynki parmeńskiej, bądź innej cienko krojonej
1/3 opakowania sera feta
2 piersi z kurczaka
warzywa
przyprawy (sól, papryka słodka, czosnek, majeranek, kolendra, pietruszka i ziele angielskie)

(ja używam mieszanki warzyw z Lidla, która kosztuje 5,99 zł za 750 gramów - starcza na co najmniej dwa razy i zawiera np. marchew, pora, kiełki fasoli mung, groszek, białą kapustę, pędy bambusa, kalafiora oraz papryka)
 
 
 
Sposób przygotowania:
 
Rozwijamy folię spożywczą. Układamy na niej plastry szynki (ja użyłam szynkę szwarcwaldzką). Piersi z kurczaka kroje na cienkie plastry i przyprawiam - nie rozbijam - po pierwsze dlatego, że zazwyczaj gotuje jak Majkel śpi, a po drugie wydaje mi się, że mięso jest bardziej soczyste - ale mogę się mylić :) Układam na szynce, dodaje pokrojony w paski ser feta i zawijam korzystając z folii.
 
 
 
 
Wkładam do lodówki na minimum godzinę - zachowa wtedy swoją formę i nie rozwali się przy ściąganiu folii. Piekę w piekarniku razem z warzywami wysypanymi do naczynia żaroodpornego.
 
 


 
 

środa, 4 grudnia 2013

Pierwsze tygodnie ćwiczeń i diety

Mój brzuch zmieniał się bardzo szybko. Rozciągnięta skóra na brzuchu szybko się kurczyła. Do tej pory ćwiczenia sprowadzały się do treningu dzielonego na siłowni:
 
1. nogi
2. biceps, triceps, barki
3. plecy + klatka
 
Dodatkowo po każdym treningu zostawałam na zajęcia fitness, zamiast aerobów. Wybierałam takie zajęcia, żeby dodatkowo pracował mój brzuch. Zdarzało mi się iść na siłownie więcej niż 3 razy w tygodniu - wtedy robiłam tylko aeroby lub fitness + masowanie stóp, brzucha, tyłka na rolce ;) love it! Ma podobno wiele pozytywnych funkcji m.in. stosuje się ją w rehabilitacji pourazowej,  modelowaniu sylwetki oraz ujędrnianiu skóry, redukcji cellulitu, rozbijaniu tkanki tłuszczowej - stymuluje  mięśnie, redukcji rozciągniętej skóry po dużej utracie wagi itp. Wygląda o tak i była rewelacyjnym motywatorem kilka miesięcy temu, kiedy na siłownie chodziłam przed pracą na 6.30 - myśl o masażu moich stóp z rana pomagała mi wstawać bez trudu ;)

 
 
Jeżeli chodzi o "dietę" - nie wprowadzam bardzo restrykcyjnych zasad - wciąż są to regularne posiłki, unikanie smażonych potraw oraz słodyczy. Ponieważ karmię piersią mam ograniczone możliwości i nie jadam tylu świeżych warzyw i owoców co normalnie. Unikam też wszystkich wzdymających produktów oraz tych, które mogą uczulać. Póki co działa - Majkel nie ma kolek :)
 
No to czas na zdjęcia :) Zdjęcia przed robione były przez najwspanialszego fotorafa ever :) przez moją 5 - letnią córkę - stąd słaba jakość.


 
 

 
Obecnie brzuch spadł, ale wciąż skóra jest zbyt "luźna" i tworzą się boczki ;) O mięśniach nie ma w ogóle sensu mówić na tym etapie, bo nawet jeżeli zaczęły się tworzyć, wciąż znajdują się pod nadmiarem skóry, którą muszę zrzucić (tu najlepiej sprawdzi się skakanka, albo ćwiczenia cardio bez żadnych dodatkowych sprzętów :)